Blog > Komentarze do wpisu
Przerywnik wakacyjny : Hiszpania

Witajcie!

Wyjazdu na Costa Brava nie mogłam doczekać się z kilku powodów. Po pierwsze lat w Irlandii w tym roku nie popisało się, a moje kości błagały o wygrzanie, po drugie wiedziałam że czai się tam mnóstwo inspiracji kulinarnych . No i wreszcie po trzecie jak można oprzeć się kilku dniom w ciepłym miejscu bez żadnych obowiązków? Tak więc nie można…

Mimo iż podróż rozpoczęła się męczącym oczekiwaniem na opóźniony samolot, temperatura jaką zastaliśmy w Hiszpanii znacząco poprawiła nam humory. Sporo po północy termometr wypożyczonego auta którym właśnie ruszaliśmy z parkingu niedaleko lotniska El Prat pokazywał 26 stopni. Do Lloret de Mar dojechaliśmy około godziny drugiej w nocy, jednak pomimo faktu iż był wrześniowy poniedziałek na ulicach miasteczka było gwarno i tłoczno. Lloret wręcz słynie z dyskotek oraz pubów. Jednak nie dla nich tu przyjechaliśmy. Miasteczko jest też doskonałą bazą wypadową nad ciepłe Morze Śródziemne, do okolicznych uroczych i o wiele spokojniejszych miasteczek, Barcelony czy też miejsc położonych bardziej w głębi lądu.

Pierwszego dnia odrobinę zmęczeni po mało przespanej nocy postawiliśmy na nie ruszanie się zbyt daleko od Lloret. Szybkie zakupy pozwoliły nam na lekką poprawę humoru. Przyzwyczajeni do Irlandzkich cen z radością zapłaciliśmy rachunek i mogliśmy już z czystym sumieniem iść na spacer. Plaże pełne turystów nie są moją ulubioną wizją spędzania wakacji, dlatego cieszę się iż do Lloret nie trafiliśmy w sezonie a we wrześniu. Poza liczbą osób chętnych na słoneczne promienie plaża miała kilka minusów – żwirek, który odbierał całą przyjemność ze spaceru oraz duży spad morza – wystarczyło kilka kroków i znikałeś pod wodą. Jednak nawet te rzeczy nie potrafiły zmazać uśmiechu z mojej twarzy wywołanego dostępem do słońca, palmami i pyszną Sangrią. Tej nocy Lloret również nie zasnęło, w przeciwieństwie do nas…

Poranek przyszedł do nas późno, była już prawie 11 gdy wsiadaliśmy do auta aby nareszcie odhaczyć kilka punktów na naszej liście. Jako pierwszy za cel naszej podróży obraliśmy Klasztor Montserrat. Już podjeżdżając pod „przepiłowaną górę” czyli Montserrat nie mogliśmy się na nią napatrzeć. Góra z daleka przypomina szare, nierówne skalne obeliski ustawione jeden obok drugiego. Jest wprost fascynująca. Nic dziwnego, że została uznana, za dzieło sił boskich i przeznaczona jako miejsce Świętne od niepamiętnych czasów. Podobno już w 50 roku Św. Piotr ustawił tu figurkę Matki Boskiej, którą szczęśliwie udało odnaleźć się około roku 880. Przekazy historyczne podają iż około roku 976 została tu zaczęta budowa klasztoru, który w 1409 roku był tak potężny iż uniezależnił się od Watykanu. Obecny klasztor jednak jest o wiele bardziej „nowoczesny” bo wybudowany 1874 roku po tym jak na początku XIX wieku poprzedni stojący tu budynek został zniszczony przez wojska Napoleona. Jeśli o mnie chodzi to w Montserrat najbardziej podobały mi się… widoki ze skał. Momentami prawie pionowe skały góry pozwalają na spojrzenie w przepaść, gdzie wije się rzeka.

Gdy już napatrzyliśmy się na widoki postanowiliśmy ruszyć dalej. Pora zobaczyć Hiszpańskie wulkany! Park Narodowy Garrotxa nie przypomina niczym krajobrazu widzianego do tej pory po drodze. Mieszczące się na 130 km2 około 40 wulkanicznych stożków aktualnie wyglądającymi na pokryte pięknie zielonym lasem wzgórza. Jednak nie zawsze tak było. To właśnie dzięki erupcjom wulkanicznym ziemia w tym miejscu jest tak żyzna. Co prawda ostatnia erupcja miała miejsce około 11 000 lat temu jednak nie znaczy to iż aktywność sejsmiczna w tym miejscu wygasła. Ostatnie trzęsienie ziemi miało miejsce w 1428 roku. W jego wyniku zostało zawalonych wiele budynków w okolicy a 20 osób w Barcelonie poniosło śmierć. Nam niestety nie udało się zobaczyć wulkanicznych stożków z góry ani pięknych wodospadów jakie występują w tej okolicy. Aby dokładnie zwiedzić Park Narodowy Garrotxa trzeba by poświęcić nie kilka godzin, a kilka dni których niestety nie mieliśmy. Udało nam się jednak zwiedzić cudowne miasteczko. Santa Pau to leżące w samym centrum wulkanicznego parku miasteczko z średniowiecznym duchem. Centrum miasteczka to budynki z XIV i XV wieku, łącznie ze zbudowanym na planie kwadratu zamkiem. Piękne widoki na okoliczne pola i wulkany roztaczają się z wielu miejsc na murach miasta. Małe jaszczurki biegające pod nogami tylko dodają uroku. Santa Pau gorąco polecam wszystkim szukającym odrobiny wytchnienia oraz inspiracji płynących wprost z minionych czasów. Z Santa Pau ruszyliśmy wprost do jeszcze bardziej średniowiecznej okolicy…

Besalu to miasteczko położone około 50 kilometrów od Lloret de Mar warto zobaczyć z kilku względów. Po pierwsze – nie ma w nim tłumów, a po drugie jego w dużej mierze niezniszczona średniowieczna zabudowa, włącznie z pochodzącym z XII wieku charakterystycznym mostem robi ogromne wrażenie. Klimat miasta sprawia, że czasem masz wrażenie iż za następnym zakrętem spotkasz posłańca pędzącego konno do zamku po którego dziedzińcu spacerują ubrane w obszerne suknie młode dwórki i dzielni rycerze. Jeśli jednak nie chcecie wyobrażać sobie takiego właśnie Besalu a zobaczyć jak wyglądało tu Zycie w średniowieczu na własne oczy musicie wybrać się do miasteczka w pierwszy weekend sierpnia – właśnie w tym terminie na ulicach Besalu odbywa się festiwal średniowiecza zapewniający rozrywkę wszystkim miłośnikom dawnych czasów. Dzień niestety nie może trwać wiecznie i musieliśmy Besalu opuścić, na szczęście już następnego dnia czekała na mnie upragniona Barcelona…

Do Barcelony najlepiej Lloret i okolicznych miasteczek najlepiej wybrać się pociągiem. Kursuje on co 20 minut z miasteczka Blanes i dojeżdża na sam Plac Kataloński oraz w kilka innych interesujących punktów od których możecie zacząć zwiedzanie. Zapewne jeśli będziecie mieli wypożyczone auto będzie Was kusiło aby w nie wsiąść i po prostu pojechać do Barcelony jednak nie warto… po pierwsze korki i czas dojazdu zepsują Wam całą radość podróży po drugie podróż pociągiem wychodzi o wiele taniej jeśli weźmiecie pod uwagę koszta w miarę drogich parkingów w Barcelonie. Plac Kataloński przy którym wysiadaliśmy jest jednym z częściej odwiedzanych miejsc przez turystów – to tutaj zaczyna się najsłynniejszy deptak miasta – La Rambla. W moich planach zobaczenia Barcelony to właśnie to miejsce stanowiło numer 1. I to wcale nie z powodu artystów, pięknego szpaleru drzew który okala ulicę, klimatu starego miasta i barcelońskiej bohemy. To właśnie Pysz La Rambli znajduje się najsłynniejszy w Barcelonie targ – La Boqueria. Miejsce pełne smakowitych świeżych owoców z których część możecie spróbować bezpośrednio na miejscu – na wielu stoiskach przygotowywane są gotowe zestawy owocowych sałatek oraz świeżo wyciskane soki. Do tego dochodzi ogromny wybór hiszpańskich wędlin, serów i owoców morza. Cukiernie oraz piekarnie również mają swoje zakątki, a jeśli naprawdę zgłodniejecie czeka tu na Was kilka barów serwujących wyśmienite tapas. Nic dziwnego, że La Boqueria pochłonęła dużą cześć naszego czasu.

Prosto z targu ruszyliśmy dalej wzdłuż La Rambli w kierunku portu. W pełni nastawieni na spotkanie repliki statku którym Kolumb dopłynął do wybrzeży Ameryki zostaliśmy rozczarowani. Statku w porcie nie było… Na szczęście pozostały palmy oraz kilka innych ciekawych statków. Droga powrotna zajęła nam o wiele mniej czasu mimo iż staraliśmy się również zahaczyć o kilka odbiegających od La Rambli uliczek, które wchodzą w skład gotyckiej dzielnicy Barcelony. Pomimo wcale nie tak długiej drogi, zmęczenie dawało się nam we znaki. Jednak 30 stopniowy upał w mieście potrafi wymęczyć człowieka. Zdecydowaliśmy, że zakończymy naszą wyprawę oglądając katedrę Sagrada Familia, której nie będę Wam opisywać ponieważ nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Tłumy turystów zalewając każdy centymetr kwadratowy okolicznych chodników, ulic i placów nie są tym co tygryski lubią najbardziej. Jeśli uda nam się wrócić do Barcelony z pewnością zamiast katedry wybiorę Park Guell wypełniony dziełami Gaudiego jednak zapewne dający o wiele więcej przyjemności ze spaceru w cieniu jego drzew.

Wycieczki jednak jak przyjemne by nie były bywają również męczące. Ostatniego dnia pobytu wybraliśmy się więc do Aquaparku. Water World to podobno jeden z największych w Europie tego typu obiektów. Spora ilość zjeżdżalni wodnych, atrakcji dla dzieci i basenów przyciąga do tego miejsca tłumy ludzi. Nic dziwnego, że nawet we wrześniu kolejki do niektórych atrakcji były ogromne. Mi najbardziej podobały się zjeżdżalnie z pontonami. Pomimo iż kilka razy piszczałam, ta dawka emocji była przydatna.


Niestety wszystko co dobre, kiedyś się kończy. Ja już nie mogę się doczekać kolejnej podróży do Hiszpanii – zostało tam tyle do zobaczenia i spróbowania, że nie sposób się oprzeć kolejnej wycieczce!

 

Do napisania!

wtorek, 20 września 2011, od-kuchni

Polecane wpisy

Komentarze
mopswkuchni
2011/09/20 20:08:52
No, w końcu się doczekałam relacji...;) Zazdroszczę Wam pobytu tam. I wyjazdu na własną rękę. Ja byłam w Lloret w 2005 r. z biura podróży Almatur i niezbyt wiele zobaczyłam, długo by opowiadać. No ale się wyszalałam za wszystkie czasy na tamtejszych dyskotekach. Teraz pojechałabym zobaczyć te wszystkie rzeczy których piszesz! Samo Lloret ma świetny klimat, ten żwirek mi się osobiście bardzo podobał, chociaż jak raz przewróciła mnie fala, to miałam go w uchu przez cały dzień... Nie wiem czy wspinaliście się na te klify po lewej stronie od gł. plaży patrząc w stronę morza (tam przy zamku) - widoki są tam niesamowite.
-
Gość: taita03, 89.126.92.*
2011/09/20 20:49:39
A ja się zastanawiałam, co się z Tobą stało. A tu proszę, koleżanka wygrzewała się w słonecznej Hiszpanii.

Jak znajdziesz chwilkę czasu, to zapraszam do mnie :) Specjalnie dla Ciebie umieściłam pewne zdjęcie w moim najnowszym poście :)
-
2011/09/21 15:56:09
Super! Widzę że wycieczka się udała i cieszę się że chociaż częściowo mogłam w niej uczestniczyć!
-
nathalia8
2011/09/22 08:50:30
WSPANIAŁE ZDJĘCIA!WAKACJE MUSIAŁY BYĆ CUDOWNE!
-
grumko
2011/09/23 11:11:29
Byliśmy w Lloret 5 lat temu, więc jesteśmy w temacie;-)
Fajne wakacje!!
-
Gość: , 31.6.244.*
2011/09/23 18:13:10
Jaka przepiękną przygodę miałaś.....zazdroszczę widoków i przezyć...pozdrawiam:-)
-
2011/09/27 11:32:24
Jesteśmy podobnym typem "zwiedzaczy" ;)
Tłumy i plaże odstraszają, urokliwe miasteczka i góry przyciągają ;):):)

Mieliście piękne wakacje!:)