poniedziałek, 28 marca 2011
Niedzielny ryneczek w Dun Laoghaire

Kochani!

Jeśli będziecie w niedzielę w Dublinie lub okolicach zapraszamy do wybrania się na Food Market do People's Park w Dun Laoghaire. Jarmark, ryneczek lub jak kto woli stoiska z żywnością i nie tylko każdej niedzieli pojawiają się w parku niedaleko molo w Dun Laoghaire. Ja z racji prowadzenia mojego drugiego bloga - odkuchnii.blox.pl - i ogólnego zainteresowania kwestiami jedzeniowo-artystycznymi bardzo chętnie się tam udaję.
Do Parku zdecydowanie przyciąga zapach unoszący się w całej okolicy. Na straganach poza ręcznie robionym mydłem, wazonami oraz biżuterią można spotkać kucharzy zapraszających do spróbowania ich nieziemsko pachnących potraw. Można spróbować kuchni Libańskiej, Chińskiej, Włoskiej, Irlandzkiej i kilku innych.

Dostępne są również pięknie wyglądające chleby maści wszelakiej, ręcznie robiona czekolada, aromatyzowane herbaty oraz zachęcające ciasta i ciasteczka. Wszystko to w akompaniamencie muzyki gitarowej wykonywanej przez Pana który naprawdę nieźle sobie z tym radził.

Oczywiście nie obyłoby się bez rozłożonych na innych straganach warzyw i owoców. Oczywiście koniecznie 100% Irish i 100% Organic ;). Swoją stroną ciekawi mnie jakim sposobem o każdej porze roku można tu kupić te warzywa, świeże z dokładnie tymi oznaczeniami. Widocznie okres wegetacyjny w Irlandii trwa cały rok ;).

>

My z A. zdecydowaliśmy się na spróbowanie dania przygotowywanego przez Irlandczyków. Mięso oraz dodatki pochodzące z czystej, ekologicznej farmy. Takie modne tutaj 100% Irish ;). Danie okazało się zaskakująco smaczne. Delikatny gulasz z mięsa wieprzowego z dodatkiem chleba, cebuli i przypraw po prostu rozpływał się w ustach. Ziemniaczki nie były może tak smaczne, ale całość całkiem nieźle się komponowała.

Pozdrawiamy!

 

czwartek, 24 marca 2011
Stary komin w Ballycorus

Kochani!

Pamiętacie wpis na temat: "O zobacz mamy jakieś ruiny na wzgórzu!"? Jeśli tak, to tym razem będzie wpis na temat: "O zobacz mamy jakąś wieżę na wzgórzu!" - co w domyśle oznaczało oczywiście - Kochanie już wiesz co robimy w weekend :). W weekend pogoda na szczęście dopisała, niezawodne maps Google pomogło w zaplanowaniu drogi, więc sobotnim porankiem spakowaliśmy wodę, kanapki i ruszyliśmy w nieznane. Droga może nie była długa, bo łącznie do przejścia mieliśmy około 12 - 15 kilometrów, ale w dużej mierze pod górkę. Jednak warto było! Ale zacznijmy od początku....

Cel, do którego zmierzamy zaznaczyłam na poniższej mapce. Jeśli ktoś wybierał by się szukać naszej "wieży" to już wie gdzie szukać :)



Wyświetl większą mapę

Wycieczkę rozpoczęliśmy przedzierając się przez tereny na których leżą pozostałości po budowie naszego osiedla, następnie spacer Lehaunstown Road i przejście w Hernford Lane oraz skręt w prawo w Ballycorus Road. następnie skręcamy w Minehill Lane, dochodzimy do jej końca i udajemy się wąską, górską ścieżką w kierunku "wieży". Podobnie będzie wyglądała trasa ze stacji LUAS'a Cherrywood.

Podczas końcówki naszego spaceru spotkaliśmy wiernego towarzysza, który odprowadził nas pod sam szczyt "wieży". Następnie na samym szczycie nagle się ulotnił ;)

Jak się okazało "wieża", którą widzieliśmy jest starym kominem pozostałym po kopalni ołowiu. Kopalnia powstała w 1807 roku, zamknięta zaś w 1913. W między czasie odkryto, że wzgórze Carrickgollogan, na którym stoją ruiny kopalnianego komina posiada także złoża srebra, jednak było ich zbyt mało i były zbyt rozproszone by opłacało się je eksploatować. Jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się więcej o kopalni, zapraszam na stronę.

 

Pomimo braku kilku schodków, A. postanowił wdrapać się na komin, aby zobaczyć jak to wygląda z góry. Ja oczywiście stałam sobie na dole krzycząc - no zejdź już stamtąd!

Sam komin wygląda naprawdę ciekawie. Może przypominać trochę wieżę Roszpunki, lub innej uwięzionej księżniczki :)

No i widoki ze szczytu wzgórza są świetne. Jeśli macie ochotę zobaczyć cały Dublin na raz warto się wybrać na wycieczkę!

Pozdrawiamy!
Ogr i Osiołek

poniedziałek, 21 marca 2011
Marcowe kąpiele, czyli co na wyspie może nas zadziwić

Kochani!


Co prawda od trzech dni mamy w Dublinie cudowną pogodę, jakieś 15 stopni, bardzo mało wiatru i częste słońce, jednak to co zobaczyliśmy w niedzielę trochę zbiło nas z tropu. Zaczęło się od tego, że wybraliśmy się nad morze, a dokładnie do Dun Laoghaire, przespacerować się brzegiem. Przygotowani na zimny wiatr zabraliśmy polary, czapki, A. pewnie nawet miał gdzieś ukryte rękawiczki.

Ruszając w kierunku południowym dostrzegliśmy małe zgrupowanie ludzi w zatoczce po drugiej stronie miasteczka. Zainteresowani tym, co może się tam dziać ruszyliśmy w kierunku kamiennej wieżyczki. Podchodząc bliżej naszym oczom ukazała się prawdziwa piaszczysta plaża, a na niej całkiem sporo osób w swoich strojach kąpielowych wskakujących do wody.

Morze było przeraźliwie zimne, ja bym miała ogromne opory, żeby choćby stopę w nim zamoczyć. Jestem naprawdę pełna podziwu dla osób, które ochoczo wskakiwały do morza po kilka razy i dziarsko płynęły w stronę brzegu.

No cóż, każdy z nas ma inną odporność i zamiłowania. My pozostaniemy przy zamiłowaniu do ciepłego morza i kąpieli podczas prawdziwych upałów.

Pozdrawiamy!
Ogr i Osiołek

piątek, 18 marca 2011
Dzień Świętego Patryka

Kochani!


17 marca za nami, a więc pora powspominać. Co prawda obchody Dnia Świętego Patryka w Dublinie trwają w tym roku od 16 do 20 marca, główny dzień był wczoraj. Właśnie 17 marca, w dzień śmierci Świętego, organizowane są parady na jego cześć. Na ulice wylegają tłumy ubranych na zielono ludzi, którzy przyszli tu świętować dokonania patrona Irlandii.

Saint Patric's Day to bardzo wesołe święto. Ludzie na ulicach są uśmiechnięci, puby pełne a wszystko dookoła zielone i pełne nadziei.

Dzień jest dniem wolnym od pracy, o ile ma się szefa chrześcijanina ;) Ci od szefów protestantów, a także duże korporacje, firmy usługowe, restauracje i centra handlowe były otwarte. A niestety pracował, więc na paradę wybrałam się ze znajomymi.

Sama parada trochę mnie rozczarowała. Wybierając się na nią miałam przed oczami urywki filmów i zdjęć gdzie na paradach pojawiają się wielkie platformy, ciekawie przyozdobione i prezentujące jakiś element kultury związany z wydarzeniem. Niestety parada na 17 marca w Dublinie składała się z przemarszu Gardy, wojska, orkiestry straży pożarnej, oraz kilku szkół, które prezentowały tańce lub mini przedstawienia. Całość może nie była do końca nudna, jednak nie było to to czego się spodziewałam.

Jednak pomimo parady i szansy na deszcz, całość atmosfery, ludzie oraz zdecydowana inność świętowania jest warta zobaczenia i przeżycia. No i można spotkać samego Świętego Patryka. Swoją stroną, ten nasz okazał się Polakiem....

Do napisania!

 

środa, 16 marca 2011
Moherowe Klify

Kochani!

Dziś wybierzemy się na wycieczkę nieco dalej, na drugi koniec Irlandii. Podziwiać będziemy jedną z głównych atrakcji wyspy - słynne Cliffs of Moher, czyli klify Moheru lub Moherowe Klify. Położone w Hrabstwie Clare klifowe wybrzeże Oceanu Atlantyckiego, swoją wielkością i majestatycznością przyciąga rocznie około miliona odwiedzających.

Wybrzeże klifowe rozciąga się przez około 8 kilometrów, a same klify są wysokie średnio na 120m. W najwyższym punkcie osiągają wysokość 214 metrów.

Kamienne wieża widoczna na zdjęciach to wieża O'Brien's Tower, czyli Wieża O'Brian'a. Została zbudowana w XIX wieku przez Sir'a Cornelius'a O'Brian'a w celu zaimponowania damskiej części odwiedzających. Aktualnie w wieży można napić się kawy lub kupić pamiątki.

Same klify są także miejscem do życia dla wielu ptaków i zwierząt. Żyje tu prawdopodobnie około 20 gatunków różnych ptaków. My z większych zwierząt widzieliśmy niezliczone stada krów :)

Jeśli chodzi o pogodę na klifach to podobno mieliśmy ogromne szczęście. Niebo było błękitne, a po nim pływały tylko małe białe niegroźne chmurki. Wizyta na takim klifie to niezapomniane przeżycie. Szczególnie, jeśli wróciło się z niego cało i zdrowo. Niestety odwiedzając klify trzeba mieć świadomość, że oprócz udających się tam w wiadomym celu samobójców, wiatr strąca do wody około 5 osób rocznie. Tak, więc podziwiając ich wielkość i piękno należy też pamiętać o tym, aby przestrzegać zasad bezpieczeństwa i uważać na stromy brzeg. Szczególnie, gdy mocno wieje.

Pozdawiamy!
Ogr i Osiołek!

 

Tagi: podróże
18:24, od-kuchni , Podróże
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 14 marca 2011
Castle Puck's

Kochani!


Pojawiające się nagle, w samym środku pola ruiny to jeden z charakterystycznych widoków i Irlandii. Można wypatrzeć je w różnych miejscach - niedaleko dużych miast, gdzieś na odludziu, przy wąskiej lokalnej drodze.... Przykładem takich ruin jest "Zamek" Puck's, znajdujący się niedaleko Dublina, w okolicach przedmieść Shankill. Dokładne umiejscowienie ruin pokazuje poniższa mapa.

 


Wyświetl większą mapę

"Zamek" Puck's to tak naprawdę warownia zbudowana pod koniec XVI wieku. Jego nazwa wywodzi się od ducha, który prawdopodobnie nawiedza to miejsce. Puk, to duch ziemi, który jest najbardziej złośliwym ze wszystkich duchów. Ja żadnej obecności sił nadprzyrodzonych nie wyczułam, aczkolwiek....

 

Jak widać na powyższym zdjęciu, ruiny są w dość złym stanie. Nie można podejść do nich blisko, ponieważ pole, na którym stoją jest własnością prywatną i wejście jest zabronione, a brama trudna do pokonania, a łąka na której zamek stoi otoczona wysokim żywopłotem.
Historycznie warownia odegrała rolę w Bitwie nad Boyne, czyli bitwą pomiędzy Jakubem II Stuartem, pretendującym do odzyskania tronu w Anglii i Szkocji a Wilhelmem III Orańskim, aktualnym władcą. Bitwa odbyła się niedaleko Droghedy, czyli po drugiej stronie Dublina w kierunku północnym. Warownia Puck's okazała się dobrym miejscem na schronienie dla uciekających po bitwie przegranych wojsk Jakuba II i samego władcy.

 

Ruiny stoją prawie na samym wzgórzu, więc widoki, które musiały się roztaczać z najwyższych pięter musiały być niezwykłe. Z jednej strony widok na Morze Irlandzkie, z drugiej na początek wzniesień gór Wicklow.

 

Do napisania!

czwartek, 10 marca 2011
Dziś będzie bez zdjęć

Kochani!

Bez zdjęć, za to z filmem. Co prawda nie moim, bo niestety moje talenty nigdy nie były rozwijane w tym kierunku. Filmik, a raczej time laps, czyli pokaz zdjęć w przyśpieszonym tempie ukazuje okolice Dublina widziane ze szczytów gór i wzniesień - głównie tych od strony południowej - czyli tej "naszej". Piękne krajobrazy i naprawdę świetne ujęcia - to wszystko przy akompaniamencie muzyki nieocenionej, klimatycznej i charakterystycznie celtyckiej Enyi.

Film został stworzony przez parę z Polski - Madzię & Mike'a. Jeśli chcecie dowiedzieć się o nich więcej  zapraszam na ten BLOG.

Do napisania!

Tagi: ogólnie
15:34, od-kuchni , Ogólnie
Link Komentarze (1) »
wtorek, 08 marca 2011
Mały spacer i wielkie odkrycie

Cześć!


Pogoda na wyspie bez zmian słoneczna, z małymi przerwami na pochmurne weekendy ;) Ale cóż - zawsze można krzyknąć - " O zobacz mamy jakieś ruiny na wzgórzu!". I już po chwili wspólnie wspinać się na rzeczone wzgórze. A wspinaczka wcale do łatwych nie należała, tym bardziej, że tak naprawdę nie wiedzieliśmy, do czego się wspinamy. Od naszej strony ruiny spoglądają na nas kawałkiem muru i dachu, więc zgodnie postanowiliśmy sprawdzić, co też mamy w sąsiedztwie. Tak więc określiliśmy kierunek i ruszyliśmy w nieznane.

 

Po przejściu części drogi i dotarcia do przystanku LUAS'a spotkała nas niespodzianka w postaci poniższego znaku.

 

Jak widać nie ma wstępu na niewybudowany jeszcze parking, a że była to jedyna w miarę nie koląca i krzaczasta trasa, więc delikatnie naginając zasady, schyliliśmy się pod płotkiem i terenem zakazanym ruszyliśmy ku widocznej w oddali łące.

Łąka nieskoszona, porośnięta kępami traw i po woli zarastająca kępami malin i jeżyn nie uprzyjemniła naszej wędrówki. Na szczęście po chwili upragnione ruiny zaczęły się przybliżać :)

Jeszcze jedno przejście przez jeżynowy żywopłot i naszym oczom ukazały się ruiny kościoła, wraz z otaczającym go cmentarzem. Z dat oraz zachowania nagrobków wynikało, że jest to dość stara budowla. Pomnik we wnętrzu kościoła był datowany na 1755 rok.

W czasie przechadzki po tym swoją stroną dość klimatycznym miejscu A. zauważył dość ciekawą rzecz: "Zwróć uwagę, na to, że irlandzkie cmentarze nie śmierdzą trupem". Jest to fakt - nie czuć tu wszechobecnego na polskich cmentarzyskach smrodu stearyny i starych sztucznych kwiatów. Jest za to trochę upiorny i magiczny klimat miejsca z historią, posiadającego pełno wspomnień.

<

Z drugiej strony cmentarza, czyli tak naprawdę z przodu jest brama, z klasycznym irlandzkim obejściem bramy - kamiennymi schodkami po obu stronach muru. Dodatkowo pomnik upamiętniający pielgrzymkę wiernych w roku 2000 oraz tabliczka na bramie pozwoliła mi odszukać co nieco informacji dotyczących kościoła. A więc Church Tully - Kościół Tully i otaczający go cmentarz został prawdopodobnie zbudowany w IX wieku, lub nawet jeszcze wcześniej - dokładna data zbudowania kościoła nie jest znana. Szacuje się, że prezbiterium zostało dobudowane do kościoła dopiero w XIII wieku. Z tego, co wiadomo, Kościół Tully został przyznany zakonowi Świętej Trójcy w 1179 roku i ok połowy XVII wieku przestał być używany.

Idąc dalej drogą Lehaunstown, na którą wychodzimy po przekroczeniu kościelnej bramy natrafiamy na 2 ciekawe krzyże. Pierwszy z nich stoi pośrodku pola, znajdującego się na przeciwko cmentarza.

Krzyż jest datowany na XII/XIII wiek i z wiązany z postacią Świętej Brygidy. Dookoła krzyża leżą dość spore kamienie, oraz są doskonale widoczne ślady końskich kopyt. Najwyraźniej pole to używane jest również do praktykowania jazdy konnej.

Odrobinkę dalej, na wysokim na ponad 2 metry cokole stoi jeden z krzyży celtyckich- nazwany nowym krzyżem z Laughanstwon, został tu ustawiony w 1897 roku.

Do tego miejsca można oczywiście dostać się też w bardziej cywilizowany sposób - rowerem, motorem, autem - wystarczy znaleźć w google maps drogę Lehaunstown Rd. w okolicach Cherrywood i podążać w jej kierunku.

Pozdrawiamy!
Ogr i Osiołek

<p>Cześć!</p>

<p><br />Pogoda na wyspie bez zmian słoneczna, z małymi przerwami na pochmurne weekendy ;) Ale cóż - zawsze można krzyknąć - " O zobacz mamy jakieś ruiny na wzgórzu!". I już po chwili wspólnie wspinać się na rzeczone wzgórze. A wspinaczka wcale do łatwych nie należała, tym bardziej, że tak naprawdę nie wiedzieliśmy, do czego się wspinamy. Od naszej strony ruiny spoglądają na nas kawałkiem muru i dachu, więc zgodnie postanowiliśmy sprawdzić, co też mamy w sąsiedztwie. Tak więc określiliśmy kierunek i ruszyliśmy w nieznane.</p>

<p><img src="http://images45.fotosik.pl/699/192285e8cf8f8618med.jpg" alt="" /></p>

<p> </p>

<p>Po przejściu części drogi i dotarcia do przystanku LUAS'a spotkała nas niespodzianka w postaci poniższego znaku.</p>

<p> </p>

<p><img src="http://images40.fotosik.pl/679/b6f62ce4b80abf5dmed.jpg" alt="" /></p>

<p>Jak widać nie ma wstępu na niewybudowany jeszcze parking, a że była to jedyna w miarę nie koląca i krzaczasta trasa, więc delikatnie naginając zasady, schyliliśmy się pod płotkiem i terenem zakazanym ruszyliśmy ku widocznej w oddali łące.</p>

<p><img src="http://images49.fotosik.pl/696/dbc7c145adfb6d66med.jpg" alt="" /></p>

<p>Łąka nieskoszona, porośnięta kępami traw i po woli zarastająca kępami malin i jeżyn nie uprzyjemniła naszej wędrówki. Na szczęście po chwili upragnione ruiny zaczęły się przybliżać :)</p>

<p><img src="http://images35.fotosik.pl/513/a49280840014e6c5med.jpg" alt="" /></p>

<p>Jeszcze jedno przejście przez jeżynowy żywopłot i naszym oczom ukazały się ruiny kościoła, wraz z otaczającym go cmentarzem. Z dat oraz zachowania nagrobków wynikało, że jest to dość stara budowla. Pomnik we wnętrzu kościoła był datowany na 1755 rok.</p>

<p><img src="http://images40.fotosik.pl/679/f54af31aaa61d968med.jpg" alt="" /></p>

<p><img src="http://images39.fotosik.pl/691/452eedb8242c4d61med.jpg" alt="" /></p>

<p>W czasie przechadzki po tym swoją stroną dość klimatycznym miejscu A. zauważył dość ciekawą rzecz: "Zwróć uwagę, na to, że irlandzkie cmentarze nie śmierdzą trupem". Jest to fakt - nie czuć tu wszechobecnego na polskich cmentarzyskach smrodu stearyny i starych sztucznych kwiatów. Jest za to trochę upiorny i magiczny klimat miejsca z historią, posiadającego pełno wspomnień.</p>

<p>&lt;<img src="http://images47.fotosik.pl/698/f41e3b1bcfbc4e03med.jpg" alt="" /></p>

<p><img src="http://images35.fotosik.pl/513/267c8b1e7b14229amed.jpg" alt="" /></p>

<p>Z drugiej strony cmentarza, czyli tak naprawdę z przodu jest brama, z klasycznym irlandzkim obejściem bramy - kamiennymi schodkami po obu stronach muru. Dodatkowo pomnik upamiętniający pielgrzymkę wiernych w roku 2000 oraz tabliczka na bramie pozwoliła mi odszukać co nieco informacji dotyczących kościoła. A więc Church Tully - Kościół Tully i otaczający go cmentarz został prawdopodobnie zbudowany w IX wieku, lub nawet jeszcze wcześniej - dokładna data zbudowania kościoła nie jest znana. Szacuje się, że prezbiterium zostało dobudowane do kościoła dopiero w XIII wieku. Z tego, co wiadomo, Kościół Tully został przyznany zakonowi Świętej Trójcy w 1179 roku i ok połowy XVII wieku przestał być używany.</p>

<p>Idąc dalej drogą Lehaunstown, na którą wychodzimy po przekroczeniu kościelnej bramy natrafiamy na 2 ciekawe krzyże. Pierwszy z nich stoi pośrodku pola, znajdującego się na przeciwko cmentarza.</p>

<p><img src="http://images49.fotosik.pl/696/461cd7830cad7311med.jpg" alt="" /></p>

<p><img src="http://images37.fotosik.pl/651/e72cd7f9faca93f4med.jpg" alt="" /></p>

<p>Krzyż jest datowany na XII/XIII wiek i z wiązany z postacią Świętej Brygidy. Dookoła krzyża leżą dość spore kamienie, oraz są doskonale widoczne ślady końskich kopyt. Najwyraźniej pole to używane jest również do praktykowania jazdy konnej.</p>

<p>Odrobinkę dalej, na wysokim na ponad 2 metry cokole stoi jeden z krzyży celtyckich- nazwany nowym krzyżem z Laughanstwon, został tu ustawiony w 1897 roku.</p>

<p><img src="http://images35.fotosik.pl/513/bfba948395d58e42med.jpg" alt="" /></p>

<p><img src="http://images38.fotosik.pl/689/535a12d10ed2e4dfmed.jpg" alt="" /></p>

<p>Pozdrawiamy!<br />Ogr i Osiołek</p>

niedziela, 06 marca 2011
Raj dla kobiet czyli co robić gdy w Dublinie pada

Kochani!


Niestety, ale czasem... pardon - często bywa w Irlandii tak, że ni z tego ni z owego pojawia się nad Tobą chmura i jakieś takie mokre coś zaczyna padać na Twoją głowę. Można się wtedy oddać jednemu z ulubionych sportów Irlandczyków - czyli po uprawiać shopping ;). Centra handlowe i pojedyncze sklepy czekają na klientów z otwartymi drzwiami. A Irlandzkie sklepy zachęcają jak zawsze ogromnymi promocjami na i tak już atrakcyjnych cenach oraz - często wydaje mi się, że większą różnorodnością i możliwością wyboru kolekcji i stylu niż sklepy w Polsce. Oprócz ubrań można skompletować sobie różnorakie wyposażenie domu - począwszy od różanej zastawy z której można pić herbatę na różanej kanapie pod różanym kocem - tak istnie w angielskim stylu do wszelakiej maści akcesoriów kuchennych, których wybór tutaj jest naprawdę ogromny :)

Jednym z wielkich - i chyba największym w Irlandii centrów handlowych jest Blanchardstown Shopping Center. Położone w Dublin 15, czyli po północnej stronie centrum handlowe jest takie, że hmm.... aż mnie nogi bolą ;) Wybór sklepów ogromny :) Każdy znajdzie coś dla siebie - od sklepów outdoor po naprawdę eleganckie butiki.

Do centrum najlepiej wybrać się z samego rana, bo niestety późnej mogą być "małe" problemy z parkowaniem. No i nie ma wtedy jeszcze tak dużo ludzi na zakupach, więc po centrum chodzi się o wiele przyjemniej.

A chodzić jest po czym! 180 sklepów, kino, 7000 miejsc parkingowych - a to wszystko na 9500 m2.

Moimi ulubionymi sklepami są oczywiście oprócz tych z ubraniami sklepy z akcesoriami gospodarstwa domowego. Gdy widzę wybór kolorowych foremek, obieraczek do warzyw w kształcie ziemniaka i ogórka, jajkowych kolekcji do potraw z jajek, wyboru zastawy stołowej w każdym kolorze i rozmiarze...ehhh jestem w siódmym niebie!

A tak swoją stroną to muszę wam powiedzieć, że teraz by mi się przydało takie sklepowe odstresowywanie - z dniem wczorajszym mój silnik w obiektywie 18-55 - czyli tym którym robię zdjęcia na tego bloga - wyzionął ducha :( Przeżywszy ze mną 3 lata poddał się i odmówił dalszej współpracy przy automatycznym ostrzeniu. Na szczęście zostało mi ostrzenie manualne, więc dopóki nie znajdę pracy robienie zdjęć będzie wymagało ode mnie trochę więcej wysiłku...

Pozdrowionka!

Tagi: Dublin
15:48, od-kuchni , Dublin
Link Komentarze (1) »
czwartek, 03 marca 2011
Spire of Dublin czyli Szpila

Witajcie!


Szpila Milenijna, Spire of Dublin lub po prostu Szpila to wysoki na 121,2 metra, metalowy monument ustawiony na centralnej ulicy Dublina - O'Connell Street - w ramach uczczenia nowego tysiąclecia. Wiąże się z tym zabawna sytuacja, ponieważ Szpila miała zostać odsłonięta podczas uroczystości milenijnych - niestety udało si to zrobić dopiero 3 lata później.

Wart 4 miliony Euro pomnik jest dobrym punktem orientacyjnym w czasie spaceru po tej handlowej ulicy na północnym brzegu rzeki Liffey.

Szpila została zaprojektowana przez pracownię Ian Ritchie Architects. Jej średnica wynosi 3 metry i zwęża się do 15 centymetrów u szczytu. Zaliczana jest do jednych z najbardziej przereklamowanych atrakcji turystycznych Europy oraz do ulubionego miejsca spotkań Dublińczyków.

Do napisania!

Tagi: Dublin
15:37, od-kuchni , Dublin
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2