piątek, 29 kwietnia 2011
Góry Donegalu

Kochani!

Nie są majestatyczne, wysokie, pokryte śniegiem, niedostępne i straszne. Nie mają w sobie nic z ogromu Tatr czy wszechogarniającej zieleni Bieszczad. Ale jedno mogę o nich powiedzieć są niezwykle urokliwe.

Nie zwiedziliśmy ich dokładnie, byliśmy jedynie przejazdem, jednak wiem że z chęcią bym tam wróciła. W szczególności aby zobaczyć najwyższy szczyt Gór Donegal - górę Errigal. Jest to wznoszący się na 752 m n.p.m szczyt w kształcie piramidy. Niestety nasza droga nie obejmowała okolic góry dlatego nie ma jej na moich zdjęciach. Poniżej w przybliżeniu nasza trasa


Wyświetl większą mapę

W górach spotkacie stada owiec, niezliczone ilości górskich strumieni oraz opuszczone kamienne domy.

Czasem zza gór wyłoni się spokojne jeziorko z otaczającą je małą osadą. Takich widoków w tych górach jest niewiele, ale z pewnością są jednymi z piękniejszych.

Góry Donegal na pewno piękniejsze będą jeszcze jesienią, gdy zakwitną wrzosy. Jaka szkoda, że mieszkamy tak daleko...

Pozdrawiamy!
Ogr i Osiołek

Tagi: podróże
11:29, od-kuchni , Podróże
Link Komentarze (9) »
środa, 27 kwietnia 2011
Zamek Dubliński

Witajcie!


Jeśli miałabym wybrać obiekty, które najbardziej lubię zwiedzać byłyby to chyba zamki. A zdecydowanie zamki, stare dwory i pałace. Wydaje mi się, że tą miłość zaszczepiła mi gdzieś za młodych lat mama i reszta rodziny opowiadająca o starych polskich i rodzinnych dziejach... Tak więc, dziś zabieram Was ze mną w podróż, po Zamku w Dublinie!

 

 


Wyświetl większą mapę

 

Zbudowany w latach 1204-1224, prawdopodobnie w miejscu niegdysiejszej warowni Wikingów zamek nie sprawia wrażenia tak mocno starego. Jest to zapewne spowodowane faktem iż w 1684 roku spłonął on prawie całkowicie i został odbudowany. Z dawnego zamku przetrwała jedynie kamienna wieża - Record Tower.

Zamek był do 1922 roku, czyli odzyskania niepodległości przez Irlandię był siedzibą angielskich wice-królów. Irlandia aktualnie spodziewa się na zamku odwiedzin kolejnego Brytyjskiego monarchy - Królowej Elżbiety II podczas jej majowej wizyty. Będzie to pierwsza oficjalna wizyta brytyjskiego monarchy od czasów odzyskania przez Irlandię niepodległości.

Spacerując po zamkowych salach nie czuć chłodu ani echa minionych pokoleń. Przewodnik nie zwraca uwagi na błyskające w około flesze z aparatów trzymanych w japońskich rękach. Delikatnie opowiada irlandzki dramat rozgrywający się za tymi murami. Wiele lat okupacji i grabieży wyspy, wiele decyzji zapadało właśnie w tych salach.

Po drodze mijamy też salę tronową z ustawionym w niej tronem, na którym prawdopodobnie zasiadł Wilhelm Orański po zwycięstwie w Bitwie nad Boyne.

Zwiedzanie kończymy w podziemiach. Odkopanych całkiem niedawno przez archeologów pozostałościach po spalonym wcześniej zamku. Zostawionych na zapomnienie...

Pozdrawiamy!

Tagi: Dublin
15:26, od-kuchni , Dublin
Link Komentarze (5) »
piątek, 22 kwietnia 2011
Wesołych Świąt!

Kochani!

Chcielibyśmy Wam życzyć wesołych, pogodnych rodzinnych Świąt Wielkanocnych. Niech w te Święta spełnią się wasze marzenia a serduszka będą pełne miłości. Aby nigdy na Waszych twarzach nie brakowało uśmiechu a w ustach dobrego słowa. I przede wszystkim, aby wszystkie plany wakacyjno-podróżnicze spełniły się, tak jak sobie tego kochani czytelnicy życzycie.

Wesołego Alleluja!
Ogr i Osiołek :)

Tagi: ogólnie
20:17, od-kuchni , Ogólnie
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 kwietnia 2011
Molo w Dun Laoghaire

Witajcie!


Dziś zabiorę Was w miejsce, gdzie uwielbiamy spędzać wolne chwile spacerując. Miejsce zwykłe, a jednocześnie magiczne. Szczególnie piękne latem, ciepłymi wieczorami gdy na spacery zdążają tu całe rodziny, pojedynczy ludzie biegają z psami na smyczach a to wszystko przy delikatnej morskiej bryzie w świetle zachodzącego słońca.
Witajcie na molo w Dun Laoghaire kochani!

 


Wyświetl większą mapę

Mola w zasadzie są dwa. My zawsze odwiedzamy to wschodnie czy East Pier. Długie na około 1300 metrów, granitowe molo zamyka port w Dun Laoghaire od południowego-wschodu.

Budowa mola miała miejsce pomiędzy 1817 a 1823 rokiem. W 2008 roku zostało ono zaś odnowione i w tej wersji możecie zobaczyć je moich zdjęciach.
To co najbardziej mnie tu urzeka to stojąca po środku mola ażurowa altanka. Wygląda jakby została tu przeniesiona z zupełnie innego świata, ale dzięki niej spacer po molo nabiera blasku.

Jeśli będziecie kiedykolwiek mieli ochotę przespacerować sie po molo w Dun Laoghaire najlepiej wybrać się w czasie ciepłego, letniego wieczoru. Poczujecie wtedy na twarzy delikatny powiew wiatru a do waszych uszu dopłynie cudowna muzyka wygrywana przez jachtowe dzwoneczki. Gdzieś zaśmieje się dziecko lub minie Cię nastolatka na rolkach. Czasem spotkasz uśmiechniętych staruszków wciąż trzymających się za ręce a czasem zobaczysz małe dziecko niezdarnie stawiające tutaj swoje pierwsze kroki.

Pozdrawiamy!

 

poniedziałek, 18 kwietnia 2011
Miasteczko Wicklow

Cześć!


Piękna, słoneczna pogoda zawiodła nas w niedzielę do oddalonego o około 40 kilometrów na południe od Dublina nadmorskiego miasteczka Wicklow. Założone około 795 roku przez Wikingów miasto, jest aktualnie stolicą hrabstwa Wicklow - ostatniego z ustanowionych hrabstw. Miasteczko od samego początku wita nas spokojem i rozleniwieniem. Nawet drobne prace w porcie przy kutrach rybackich nie psują tego nastroju. Delikatny powiew wiatru i szum pięknej, przejrzystej morskiej wody w otoczeniu widzianych w oddali szczytów gór Wicklow nadaje miastu unikalny i piękny charakter. Ale zacznijmy od początku...


Wyświetl większą mapę

Droga z Dublina do Wicklow jest prosta i szybka. Przez cały czas kierujemy się drogą N11 na południe w kierunku Wicklow/Wexford. Droga jest szeroka, dwupasmowa dla każdego z kierunków i pusta. Zastanawiamy się ile osób decyduje się dojeżdżać codziennie z Wicklow do pracy w Dublinie. Ostatecznie nie ustalamy jednej wersji.
Po przejechaniu wąskich, starych uliczek miasteczka zatrzymujemy się niedaleko morza. Jak się okazuje - przy porcie. A tam pomimo niedzieli praca wre. Do portu wracają rybackie kutry, wszędzie czuć zapach ryb i starej przynęty. Uciekamy stamtąd jak najprędzej.

Kierujemy się na widoczne w oddali pokryte czarną farbą stare armaty. Armaty są wycelowane w kierunku zatoki. Niestety nie wiemy czy pochodzą z czasów obrony przez atakami Napoleona, czy może z innego burzliwego okresu...

Niedaleko nas widać ruiny. Podchodzimy bliżej i patrzymy na zniszczony Black Castle. Zbudowany na skale wyrastającej wprost z morza Irlandzkiego około 1174 roku, niedługo po inwazji Normanów. Atakowany często przez Irlandzkie klany oraz Brytyjską Koronę. Zniszczony ostatecznie w 1640 roku.

Jednak co tam spalone zamki i stare armaty jeśli otaczają nas takie krajobrazy! Kolor wody był wprost nieziemski a skaliste zbocza nadają zatoczce charakteru.

Jeśli natomiast jesteście miłośnikami golfa Wicklow na pewno Was zachwyci! 18 dołkowe pole golfowe jest oddalone niecały kilometr od ruin i tak jak one położone nad samym morzem.

Ulice samego miasteczka są spokoje, wąskie i typowo sielankowe. W Wicklow zdecydowanie można odpocząć! Czas zdaje się płynąć tu o wiele wolniej niż w pobliskim Dublinie...

Pozdrawiamy!
Ogr i Osiołek

 

czwartek, 14 kwietnia 2011
Plaża Silver Strand

Cześć! Kontynuując szukanie ciekawych miejsc w Donegalu natrafiłam na plażę określaną mianem jednej z najpiękniejszych plaż Irlandii. Kilka dodatkowych zdjęć plaży Silver Strand utwierdziło nas w przekonaniu, że jest to miejsce, w którym chcemy spędzić chwilę czasu. A z racji, że podczas 2 dniowej wycieczki, najlepszym momentem na chwilę plażowego wytchnienia jest popołudnie zaraz po zameldowaniu się w miejscu gdzie zaplanowaliśmy nocleg zaczęłam szukać opcji zakwaterowania jak najbliżej tej cudownej plaży.
Wyświetl większą mapę

I oto udało się! Tak, więc z trasą wyznaczoną do wioseczki Malin Beg ruszyliśmy przed siebie. Po przybyciu okazało się, że zarezerwowany hostel jest bardzo przytulny - wręcz w standardzie irlandzkiego Bed & Breakfast lecz jedynie bez Breakfast ;) Właściciel to przemiły człowiek, który chętnie porozmawia i opowie ciekawe historie o Irlandii. Jeśli ktoś z Was chciałby się wybrać podaję stronę internetową hostelu: http://www.malinbeghostel.com/

Po niecałej 10 minutowej wędrówce od hostelu we wskazanym przez właściciela kierunku ukazał nam się jeden z piękniejszych w Irlandii widoków. Schowana pomiędzy majestatycznymi zboczami gór piękna piaszczysta plaża. Kolor wody delikatnie podkreślał jej urodę. Przez chwilę mogliśmy poczuć się zupełnie jak na wakacjach!

Niedaleko stromych schodów prowadzących na plażę pasą się niczym nie zabezpieczone owce. Są one oczywiście pomalowane w swoje charakterystyczne barwy - inne dla każdego gospodarstwa, tak, aby przypadkiem nie pomyliły się rolnikom.

Plaża powitała nas cudownie miękkim piachem i odpływem. Co prawda nie było na niej za wiele muszelek, ale cudownie omszałe głazy oraz woda spływająca z otaczających plażę wzgórz małymi wodospadami doskonale zrekompensowała tą stratę.

Zdecydowanie polecamy ten zakątek zielonej Irlandii. Szczególnie, że opuszczaliśmy go z mocnym postanowieniem powrotu w to miejsce, gdy będzie już zdecydowanie cieplej i będziemy w stanie zmusić nasze ciepłolubne tyłki do kąpieli w zimnych wodach Atlantyku.

Pozdrawiamy!
Ogr i Osiołek

Tagi: podróże
16:30, od-kuchni , Podróże
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 kwietnia 2011
Najwyższe klify Europy

Cześć!


Gdy planowaliśmy wycieczkę po hrabstwie Donegal ja oczywiście na pierwszym miejscu sięgnęłam po przewodniki z domowej biblioteczki. Okazało się jednak, że przewodniki o Donegalu mówią mało, a już na pewno nie mówią zachęcająco i ciekawie. Donegal przedstawiony jest jako kraina języka Gaelickiego, kilku miast, jakiś zamków, gór... Generalnie - nie za ciekawie. Na szczęście A. sięgnął po google maps i oto ukazały nam się piękne zdjęcia klifów. Klify jak się okazało to Slieve League Cliffs czyli najwyższe w Europie klify!


Wyświetl większą mapę

Jak to się stało że taka atrakcja jest tak dobrze ukryta? No więc jeśli nie wiadomo o co chodzi w Irlandii to chodzi o... drogi ;) Aby dotrzeć do Slieve League z parkingu trzeba się nieźle namęczyć a to tego należy dodać wymagające niezłych umiejętności kierowcy wąskie, kręte i strome drogi. A. na szczęście dał radę jednak jak stwierdził nie wyobraża sobie tej podróży autem z gorszym promieniem skrętu. Nic więc dziwnego, że nie spotkacie na tych klifach autokaru pełnego japońskich turystów.

Dlaczego warto się wybrać? Już sam fakt możliwości stanięcia na wysokich na 601m klifach jest odpowiedzią samą w sobie. Dodatkowo należy dodać brak dużej ilości turystów i możliwość poczucia dzikości przyrody oraz prawdziwości Irlandii.

Same klify oraz widoki dookoła nas zachwyciły. Biegające sobie bez strachu owieczki, zrujnowana wieża wczesnego ostrzegania z czasów Napoleona, widoki klifowego wybrzeża. Zdecydowanie polecamy je bardziej niż osławione "Mohery". Jednak jak to z klifami bywa radzimy się tam wybrać podczas pięknej pogody i koniecznie sprawnym autem za którego kierownicą posadzicie doświadczonego kierowcę :)

Pozdrawiamy!

Tagi: podróże
16:02, od-kuchni , Podróże
Link Komentarze (7) »
czwartek, 07 kwietnia 2011
Na Pokątną!

Kochani!


Pamiętacie Harrego Pottera? A pamiętacie jego pierwsze magiczne zakupy? Tak więc generalnie jeśli potrzebny wam kociołek, składniki do eliksirów typu korzeń mandragory lub skrzydło nietoperza, trochę proszku Fiuu a może nowe księgi do zaklęć - zapraszam na Pokątną w Dublinie :)...

No dobra - może trochę się zapędziłam, ale Moore Street ( na mapce poniżej) jest zdecydowanie ciekawą ulicą. Ukryta pomiędzy świetnie wyglądającymi uliczkami, na których mieszczą się ekskluzywne sklepy. Gdzieś pomiędzy całym tym zgiełkiem i zabieganiem pojawia się ona...
Wyświetl większą mapę

Na Moore Street mieści się kilka sklepów w których można kupić egzotyczne owoce, warzywa oraz masę dziwnych i niespotykanych składników potraw. I co najważniejsze w rozsądnych cenach :) Dodatkowo jeśli potrzebujecie naprawić telefon, zaryzykować prawdziwe afrykańskie warkoczyki lub kupić tandetną balową suknię - ulica czeka na was z otwartymi ramionami.

Jednak mówiąc o niej nie można zapomnieć o straganach z warzywami i owocami. Mówiący z silnym Dublińskim akcentem sprzedawcy oferują całkiem normalne, znane nam warzywa i owoce w bardzo atrakcyjnych cenach. Targowisko na Moore Street jest najstarszym w Północnym Dublinie ryneczkiem z żywnością.

Pozdrawiamy!

poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Park Saint Stephen's Green

Kochani!


Przepraszam, za nie uzupełnianie bloga, ale odwiedziła nas Mama A. i większość czasu spędzamy na świeżym powietrzu. W związku z jej przyjazdem mam też okazję odwiedzić miejsca w których dawno nie byłam i zobaczyć jak odmieniła je wiosna. Dziś w ramach wycieczki do centrum zabrałam ją do pięknego parku położonego w samym centrum Dublina. Założony w 1664 roku Saint Stephen's Green to oaza spokoju w samym centrum miasta.

Na 9 hektarach rozciąga się wielka połać zieleni poprzecinana alejkami. W samym centrum parku jest wielki skwer z fontannami, pięknymi kwiatami i altanami.

Podczas spaceru można zaobserwować również kilka pomników upamiętniających wielkich Irlandczyków. Na zdjęciu poniżej Pani Major o bardzo rodzimie brzmiącym nazwisku. Constance Markievicz wyszła za mąż w wieku 32 za Polaka - hrabiego Markiewicza. Była aktywną działaczką w sprawie odzyskania niepodległości przez Irlandię.

Oprócz zieleni w parku zachwyca również spory staw po którym pływa ptactwo. Można tu spotkać zawsze głodne łabędzie, kaczki, mewy a także stada gołębi.

To co mi się podoba w Irlandzkich parkach to fakt iż całe są dostępne dla ludzi. Widok osób jedzących lunch lub wygrzewających się na trawie nikogo tutaj nie dziwi. Ma to swój nieodparty klimat i urok. Szkoda, że w Polce trawa jest jedynie do wyglądania....

Pozdrawiam!
Osiołek

Tagi: Dublin
22:19, od-kuchni , Dublin
Link Komentarze (5) »
sobota, 02 kwietnia 2011
Osiołki

Cześć!


A raczej Osiołek powinnam powiedzieć. I do tego dwa kucyki. Zobaczyliśmy je wracając zmęczeni ze spaceru, a ja oczywiście z pełnym uśmiechem na ustach pobiegłam od razu zapominając o bólu nóg aby przywitać się z "rodziną". Niestety ani Osiołek, ani kucyki nie były chętne ani na spotkanie z aparatem, ani na trawkę, którą znalazłam w okolicy ich zagrody. Stały sobie kilka metrów ode mnie patrząc na mnie zdziwionym wzrokiem i pewnie myśląc sobie, że to stworzenie przed nimi pewnie postradało zmysły skoro sądzi że skusi ich byle trawką.

Na szczęście jak zawsze moim wybawieniem okazał się A. Doczłapał się do mnie ze swoim plecakiem który ukrywał 2 batony w polewie jogurtowej. Okazało się, że A. doskonale wie jak przekupić zwierzaki!

Na początek z pewną dozą nieśmiałości zaczął zbliżać się do niego kucyk. Jednak gdy Osiołek tylko zwietrzył łakocie od razu postawił uszy i z pełną gracją zabrał się za pałaszowanie podtykanego batonika.

Ja oczywiście też otrzymałam swoją szansę. Osiołek widząc łakocie w mojej ręce od razu nabrał do mnie większego zaufania. Nawet pozwolił się pogłaskać!

Prawda, że to urocze i słodkie zwierzaki? :)

 

Pozdrawiamy!