wtorek, 12 kwietnia 2011
Najwyższe klify Europy

Cześć!


Gdy planowaliśmy wycieczkę po hrabstwie Donegal ja oczywiście na pierwszym miejscu sięgnęłam po przewodniki z domowej biblioteczki. Okazało się jednak, że przewodniki o Donegalu mówią mało, a już na pewno nie mówią zachęcająco i ciekawie. Donegal przedstawiony jest jako kraina języka Gaelickiego, kilku miast, jakiś zamków, gór... Generalnie - nie za ciekawie. Na szczęście A. sięgnął po google maps i oto ukazały nam się piękne zdjęcia klifów. Klify jak się okazało to Slieve League Cliffs czyli najwyższe w Europie klify!


Wyświetl większą mapę

Jak to się stało że taka atrakcja jest tak dobrze ukryta? No więc jeśli nie wiadomo o co chodzi w Irlandii to chodzi o... drogi ;) Aby dotrzeć do Slieve League z parkingu trzeba się nieźle namęczyć a to tego należy dodać wymagające niezłych umiejętności kierowcy wąskie, kręte i strome drogi. A. na szczęście dał radę jednak jak stwierdził nie wyobraża sobie tej podróży autem z gorszym promieniem skrętu. Nic więc dziwnego, że nie spotkacie na tych klifach autokaru pełnego japońskich turystów.

Dlaczego warto się wybrać? Już sam fakt możliwości stanięcia na wysokich na 601m klifach jest odpowiedzią samą w sobie. Dodatkowo należy dodać brak dużej ilości turystów i możliwość poczucia dzikości przyrody oraz prawdziwości Irlandii.

Same klify oraz widoki dookoła nas zachwyciły. Biegające sobie bez strachu owieczki, zrujnowana wieża wczesnego ostrzegania z czasów Napoleona, widoki klifowego wybrzeża. Zdecydowanie polecamy je bardziej niż osławione "Mohery". Jednak jak to z klifami bywa radzimy się tam wybrać podczas pięknej pogody i koniecznie sprawnym autem za którego kierownicą posadzicie doświadczonego kierowcę :)

Pozdrawiamy!

Tagi: podróże
16:02, od-kuchni , Podróże
Link Komentarze (7) »
czwartek, 07 kwietnia 2011
Na Pokątną!

Kochani!


Pamiętacie Harrego Pottera? A pamiętacie jego pierwsze magiczne zakupy? Tak więc generalnie jeśli potrzebny wam kociołek, składniki do eliksirów typu korzeń mandragory lub skrzydło nietoperza, trochę proszku Fiuu a może nowe księgi do zaklęć - zapraszam na Pokątną w Dublinie :)...

No dobra - może trochę się zapędziłam, ale Moore Street ( na mapce poniżej) jest zdecydowanie ciekawą ulicą. Ukryta pomiędzy świetnie wyglądającymi uliczkami, na których mieszczą się ekskluzywne sklepy. Gdzieś pomiędzy całym tym zgiełkiem i zabieganiem pojawia się ona...
Wyświetl większą mapę

Na Moore Street mieści się kilka sklepów w których można kupić egzotyczne owoce, warzywa oraz masę dziwnych i niespotykanych składników potraw. I co najważniejsze w rozsądnych cenach :) Dodatkowo jeśli potrzebujecie naprawić telefon, zaryzykować prawdziwe afrykańskie warkoczyki lub kupić tandetną balową suknię - ulica czeka na was z otwartymi ramionami.

Jednak mówiąc o niej nie można zapomnieć o straganach z warzywami i owocami. Mówiący z silnym Dublińskim akcentem sprzedawcy oferują całkiem normalne, znane nam warzywa i owoce w bardzo atrakcyjnych cenach. Targowisko na Moore Street jest najstarszym w Północnym Dublinie ryneczkiem z żywnością.

Pozdrawiamy!

poniedziałek, 04 kwietnia 2011
Park Saint Stephen's Green

Kochani!


Przepraszam, za nie uzupełnianie bloga, ale odwiedziła nas Mama A. i większość czasu spędzamy na świeżym powietrzu. W związku z jej przyjazdem mam też okazję odwiedzić miejsca w których dawno nie byłam i zobaczyć jak odmieniła je wiosna. Dziś w ramach wycieczki do centrum zabrałam ją do pięknego parku położonego w samym centrum Dublina. Założony w 1664 roku Saint Stephen's Green to oaza spokoju w samym centrum miasta.

Na 9 hektarach rozciąga się wielka połać zieleni poprzecinana alejkami. W samym centrum parku jest wielki skwer z fontannami, pięknymi kwiatami i altanami.

Podczas spaceru można zaobserwować również kilka pomników upamiętniających wielkich Irlandczyków. Na zdjęciu poniżej Pani Major o bardzo rodzimie brzmiącym nazwisku. Constance Markievicz wyszła za mąż w wieku 32 za Polaka - hrabiego Markiewicza. Była aktywną działaczką w sprawie odzyskania niepodległości przez Irlandię.

Oprócz zieleni w parku zachwyca również spory staw po którym pływa ptactwo. Można tu spotkać zawsze głodne łabędzie, kaczki, mewy a także stada gołębi.

To co mi się podoba w Irlandzkich parkach to fakt iż całe są dostępne dla ludzi. Widok osób jedzących lunch lub wygrzewających się na trawie nikogo tutaj nie dziwi. Ma to swój nieodparty klimat i urok. Szkoda, że w Polce trawa jest jedynie do wyglądania....

Pozdrawiam!
Osiołek

Tagi: Dublin
22:19, od-kuchni , Dublin
Link Komentarze (5) »
sobota, 02 kwietnia 2011
Osiołki

Cześć!


A raczej Osiołek powinnam powiedzieć. I do tego dwa kucyki. Zobaczyliśmy je wracając zmęczeni ze spaceru, a ja oczywiście z pełnym uśmiechem na ustach pobiegłam od razu zapominając o bólu nóg aby przywitać się z "rodziną". Niestety ani Osiołek, ani kucyki nie były chętne ani na spotkanie z aparatem, ani na trawkę, którą znalazłam w okolicy ich zagrody. Stały sobie kilka metrów ode mnie patrząc na mnie zdziwionym wzrokiem i pewnie myśląc sobie, że to stworzenie przed nimi pewnie postradało zmysły skoro sądzi że skusi ich byle trawką.

Na szczęście jak zawsze moim wybawieniem okazał się A. Doczłapał się do mnie ze swoim plecakiem który ukrywał 2 batony w polewie jogurtowej. Okazało się, że A. doskonale wie jak przekupić zwierzaki!

Na początek z pewną dozą nieśmiałości zaczął zbliżać się do niego kucyk. Jednak gdy Osiołek tylko zwietrzył łakocie od razu postawił uszy i z pełną gracją zabrał się za pałaszowanie podtykanego batonika.

Ja oczywiście też otrzymałam swoją szansę. Osiołek widząc łakocie w mojej ręce od razu nabrał do mnie większego zaufania. Nawet pozwolił się pogłaskać!

Prawda, że to urocze i słodkie zwierzaki? :)

 

Pozdrawiamy!

poniedziałek, 28 marca 2011
Niedzielny ryneczek w Dun Laoghaire

Kochani!

Jeśli będziecie w niedzielę w Dublinie lub okolicach zapraszamy do wybrania się na Food Market do People's Park w Dun Laoghaire. Jarmark, ryneczek lub jak kto woli stoiska z żywnością i nie tylko każdej niedzieli pojawiają się w parku niedaleko molo w Dun Laoghaire. Ja z racji prowadzenia mojego drugiego bloga - odkuchnii.blox.pl - i ogólnego zainteresowania kwestiami jedzeniowo-artystycznymi bardzo chętnie się tam udaję.
Do Parku zdecydowanie przyciąga zapach unoszący się w całej okolicy. Na straganach poza ręcznie robionym mydłem, wazonami oraz biżuterią można spotkać kucharzy zapraszających do spróbowania ich nieziemsko pachnących potraw. Można spróbować kuchni Libańskiej, Chińskiej, Włoskiej, Irlandzkiej i kilku innych.

Dostępne są również pięknie wyglądające chleby maści wszelakiej, ręcznie robiona czekolada, aromatyzowane herbaty oraz zachęcające ciasta i ciasteczka. Wszystko to w akompaniamencie muzyki gitarowej wykonywanej przez Pana który naprawdę nieźle sobie z tym radził.

Oczywiście nie obyłoby się bez rozłożonych na innych straganach warzyw i owoców. Oczywiście koniecznie 100% Irish i 100% Organic ;). Swoją stroną ciekawi mnie jakim sposobem o każdej porze roku można tu kupić te warzywa, świeże z dokładnie tymi oznaczeniami. Widocznie okres wegetacyjny w Irlandii trwa cały rok ;).

>

My z A. zdecydowaliśmy się na spróbowanie dania przygotowywanego przez Irlandczyków. Mięso oraz dodatki pochodzące z czystej, ekologicznej farmy. Takie modne tutaj 100% Irish ;). Danie okazało się zaskakująco smaczne. Delikatny gulasz z mięsa wieprzowego z dodatkiem chleba, cebuli i przypraw po prostu rozpływał się w ustach. Ziemniaczki nie były może tak smaczne, ale całość całkiem nieźle się komponowała.

Pozdrawiamy!

 

czwartek, 24 marca 2011
Stary komin w Ballycorus

Kochani!

Pamiętacie wpis na temat: "O zobacz mamy jakieś ruiny na wzgórzu!"? Jeśli tak, to tym razem będzie wpis na temat: "O zobacz mamy jakąś wieżę na wzgórzu!" - co w domyśle oznaczało oczywiście - Kochanie już wiesz co robimy w weekend :). W weekend pogoda na szczęście dopisała, niezawodne maps Google pomogło w zaplanowaniu drogi, więc sobotnim porankiem spakowaliśmy wodę, kanapki i ruszyliśmy w nieznane. Droga może nie była długa, bo łącznie do przejścia mieliśmy około 12 - 15 kilometrów, ale w dużej mierze pod górkę. Jednak warto było! Ale zacznijmy od początku....

Cel, do którego zmierzamy zaznaczyłam na poniższej mapce. Jeśli ktoś wybierał by się szukać naszej "wieży" to już wie gdzie szukać :)



Wyświetl większą mapę

Wycieczkę rozpoczęliśmy przedzierając się przez tereny na których leżą pozostałości po budowie naszego osiedla, następnie spacer Lehaunstown Road i przejście w Hernford Lane oraz skręt w prawo w Ballycorus Road. następnie skręcamy w Minehill Lane, dochodzimy do jej końca i udajemy się wąską, górską ścieżką w kierunku "wieży". Podobnie będzie wyglądała trasa ze stacji LUAS'a Cherrywood.

Podczas końcówki naszego spaceru spotkaliśmy wiernego towarzysza, który odprowadził nas pod sam szczyt "wieży". Następnie na samym szczycie nagle się ulotnił ;)

Jak się okazało "wieża", którą widzieliśmy jest starym kominem pozostałym po kopalni ołowiu. Kopalnia powstała w 1807 roku, zamknięta zaś w 1913. W między czasie odkryto, że wzgórze Carrickgollogan, na którym stoją ruiny kopalnianego komina posiada także złoża srebra, jednak było ich zbyt mało i były zbyt rozproszone by opłacało się je eksploatować. Jeśli ktoś ma ochotę dowiedzieć się więcej o kopalni, zapraszam na stronę.

 

Pomimo braku kilku schodków, A. postanowił wdrapać się na komin, aby zobaczyć jak to wygląda z góry. Ja oczywiście stałam sobie na dole krzycząc - no zejdź już stamtąd!

Sam komin wygląda naprawdę ciekawie. Może przypominać trochę wieżę Roszpunki, lub innej uwięzionej księżniczki :)

No i widoki ze szczytu wzgórza są świetne. Jeśli macie ochotę zobaczyć cały Dublin na raz warto się wybrać na wycieczkę!

Pozdrawiamy!
Ogr i Osiołek

poniedziałek, 21 marca 2011
Marcowe kąpiele, czyli co na wyspie może nas zadziwić

Kochani!


Co prawda od trzech dni mamy w Dublinie cudowną pogodę, jakieś 15 stopni, bardzo mało wiatru i częste słońce, jednak to co zobaczyliśmy w niedzielę trochę zbiło nas z tropu. Zaczęło się od tego, że wybraliśmy się nad morze, a dokładnie do Dun Laoghaire, przespacerować się brzegiem. Przygotowani na zimny wiatr zabraliśmy polary, czapki, A. pewnie nawet miał gdzieś ukryte rękawiczki.

Ruszając w kierunku południowym dostrzegliśmy małe zgrupowanie ludzi w zatoczce po drugiej stronie miasteczka. Zainteresowani tym, co może się tam dziać ruszyliśmy w kierunku kamiennej wieżyczki. Podchodząc bliżej naszym oczom ukazała się prawdziwa piaszczysta plaża, a na niej całkiem sporo osób w swoich strojach kąpielowych wskakujących do wody.

Morze było przeraźliwie zimne, ja bym miała ogromne opory, żeby choćby stopę w nim zamoczyć. Jestem naprawdę pełna podziwu dla osób, które ochoczo wskakiwały do morza po kilka razy i dziarsko płynęły w stronę brzegu.

No cóż, każdy z nas ma inną odporność i zamiłowania. My pozostaniemy przy zamiłowaniu do ciepłego morza i kąpieli podczas prawdziwych upałów.

Pozdrawiamy!
Ogr i Osiołek

piątek, 18 marca 2011
Dzień Świętego Patryka

Kochani!


17 marca za nami, a więc pora powspominać. Co prawda obchody Dnia Świętego Patryka w Dublinie trwają w tym roku od 16 do 20 marca, główny dzień był wczoraj. Właśnie 17 marca, w dzień śmierci Świętego, organizowane są parady na jego cześć. Na ulice wylegają tłumy ubranych na zielono ludzi, którzy przyszli tu świętować dokonania patrona Irlandii.

Saint Patric's Day to bardzo wesołe święto. Ludzie na ulicach są uśmiechnięci, puby pełne a wszystko dookoła zielone i pełne nadziei.

Dzień jest dniem wolnym od pracy, o ile ma się szefa chrześcijanina ;) Ci od szefów protestantów, a także duże korporacje, firmy usługowe, restauracje i centra handlowe były otwarte. A niestety pracował, więc na paradę wybrałam się ze znajomymi.

Sama parada trochę mnie rozczarowała. Wybierając się na nią miałam przed oczami urywki filmów i zdjęć gdzie na paradach pojawiają się wielkie platformy, ciekawie przyozdobione i prezentujące jakiś element kultury związany z wydarzeniem. Niestety parada na 17 marca w Dublinie składała się z przemarszu Gardy, wojska, orkiestry straży pożarnej, oraz kilku szkół, które prezentowały tańce lub mini przedstawienia. Całość może nie była do końca nudna, jednak nie było to to czego się spodziewałam.

Jednak pomimo parady i szansy na deszcz, całość atmosfery, ludzie oraz zdecydowana inność świętowania jest warta zobaczenia i przeżycia. No i można spotkać samego Świętego Patryka. Swoją stroną, ten nasz okazał się Polakiem....

Do napisania!

 

środa, 16 marca 2011
Moherowe Klify

Kochani!

Dziś wybierzemy się na wycieczkę nieco dalej, na drugi koniec Irlandii. Podziwiać będziemy jedną z głównych atrakcji wyspy - słynne Cliffs of Moher, czyli klify Moheru lub Moherowe Klify. Położone w Hrabstwie Clare klifowe wybrzeże Oceanu Atlantyckiego, swoją wielkością i majestatycznością przyciąga rocznie około miliona odwiedzających.

Wybrzeże klifowe rozciąga się przez około 8 kilometrów, a same klify są wysokie średnio na 120m. W najwyższym punkcie osiągają wysokość 214 metrów.

Kamienne wieża widoczna na zdjęciach to wieża O'Brien's Tower, czyli Wieża O'Brian'a. Została zbudowana w XIX wieku przez Sir'a Cornelius'a O'Brian'a w celu zaimponowania damskiej części odwiedzających. Aktualnie w wieży można napić się kawy lub kupić pamiątki.

Same klify są także miejscem do życia dla wielu ptaków i zwierząt. Żyje tu prawdopodobnie około 20 gatunków różnych ptaków. My z większych zwierząt widzieliśmy niezliczone stada krów :)

Jeśli chodzi o pogodę na klifach to podobno mieliśmy ogromne szczęście. Niebo było błękitne, a po nim pływały tylko małe białe niegroźne chmurki. Wizyta na takim klifie to niezapomniane przeżycie. Szczególnie, jeśli wróciło się z niego cało i zdrowo. Niestety odwiedzając klify trzeba mieć świadomość, że oprócz udających się tam w wiadomym celu samobójców, wiatr strąca do wody około 5 osób rocznie. Tak, więc podziwiając ich wielkość i piękno należy też pamiętać o tym, aby przestrzegać zasad bezpieczeństwa i uważać na stromy brzeg. Szczególnie, gdy mocno wieje.

Pozdawiamy!
Ogr i Osiołek!

 

Tagi: podróże
18:24, od-kuchni , Podróże
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 14 marca 2011
Castle Puck's

Kochani!


Pojawiające się nagle, w samym środku pola ruiny to jeden z charakterystycznych widoków i Irlandii. Można wypatrzeć je w różnych miejscach - niedaleko dużych miast, gdzieś na odludziu, przy wąskiej lokalnej drodze.... Przykładem takich ruin jest "Zamek" Puck's, znajdujący się niedaleko Dublina, w okolicach przedmieść Shankill. Dokładne umiejscowienie ruin pokazuje poniższa mapa.

 


Wyświetl większą mapę

"Zamek" Puck's to tak naprawdę warownia zbudowana pod koniec XVI wieku. Jego nazwa wywodzi się od ducha, który prawdopodobnie nawiedza to miejsce. Puk, to duch ziemi, który jest najbardziej złośliwym ze wszystkich duchów. Ja żadnej obecności sił nadprzyrodzonych nie wyczułam, aczkolwiek....

 

Jak widać na powyższym zdjęciu, ruiny są w dość złym stanie. Nie można podejść do nich blisko, ponieważ pole, na którym stoją jest własnością prywatną i wejście jest zabronione, a brama trudna do pokonania, a łąka na której zamek stoi otoczona wysokim żywopłotem.
Historycznie warownia odegrała rolę w Bitwie nad Boyne, czyli bitwą pomiędzy Jakubem II Stuartem, pretendującym do odzyskania tronu w Anglii i Szkocji a Wilhelmem III Orańskim, aktualnym władcą. Bitwa odbyła się niedaleko Droghedy, czyli po drugiej stronie Dublina w kierunku północnym. Warownia Puck's okazała się dobrym miejscem na schronienie dla uciekających po bitwie przegranych wojsk Jakuba II i samego władcy.

 

Ruiny stoją prawie na samym wzgórzu, więc widoki, które musiały się roztaczać z najwyższych pięter musiały być niezwykłe. Z jednej strony widok na Morze Irlandzkie, z drugiej na początek wzniesień gór Wicklow.

 

Do napisania!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6